Nasze dziecko poszło w świat

Pierworodny od 1. września rozpoczął zupełnie nowy etap w życiu – poszedł do przedszkola. Do narodzin bliźniąt był właściwie cały czas ze mną, a potem kuratelę przejęli troskliwi dziadkowie, dlatego przedszkole przeżywaliśmy wszyscy. Jak to będzie? Czy się zaadaptuje? Czy będzie rozpaczał? Czy mu się spodoba? Czy to nie za wcześnie?

Pierwsze trzy dni w przedszkolu Pierworodny spędził z tatą w sali. Nie wszyscy pochwalali nasz sposób na adaptację, uważali, że przesadzamy, że nie tylko nasze dziecko zaczyna przedszkole, że dzieciaka należy rzucić na głęboką wodę i ogólnie – wydziwiamy (z akcentem, że ja wydziwiam, bo to moje pomysły). Przez kilka kolejnych dni tata odprowadzał Małego po śniadaniu i odbierał po 2 godzinach po obiedzie. Następnie przez jakiś czas przebywał w przedszkolu już po 4 h od śniadania do obiadu. Wczoraj po raz pierwszy został od rana do podwieczorku, pierwszy raz został więc w przedszkolu na leżakowanie. Stopniowo wydłużaliśmy więc czas przebywania poza domem od 2 godzin do 6,5 godziny.

Metoda małych kroczków u nas się sprawdziła. Od głośnej histerii (Ma-ma-ma-ma,-ja-ja-ja-nie-chceee-do-przec-ko-la! Ja-chce-z-tobą-zostać!), moich ogromnych wyrzutów sumienia i pękającego serca, przeszliśmy do codziennego dialogu Ale nie idziemy do przedszkola?, Idziemy, Ale wrócisz po mnie? zadawanego setki razy w drodze do przedszkola, do dzisiejszego: Wrócisz po mnie po podwieczorku? Będę leżakował z dziećmi. Pierworodny wychodzi z domu bez płaczu, spokojnie się ze mną żegna, a jeśli panie przedszkolanki sprytnie go zagadają, to nawet w przedszkolu obywa się bez łez przy rozstaniu z tatą.

Jestem dumna. Z syna i z nas – rodziców. Z męża, który przejął wszystkie obowiązki przedszkolne, bo ja na pewno nie udźwignęłabym emocji związanych z rozstaniem. Z siebie, bo nie dałam sobie wmówić, że ktoś zna moje dziecko lepiej ode mnie. Z syna, bo dość bezboleśnie poszedł w świat. Uważam, że to duży sprawdzian dla naszego rodzicielstwa. Okazało się jednak, że wszystko to, co przez te niecałe 2,5 roku włożyliśmy w Pierworodnego, zaczęło procentować. Syn oprócz piżamki i ubranek na zmianę zabrał ze sobą miłość i poczucie bezpieczeństwa.

I patrzę na naszego synka, gdy bawi się w domu i ze zdziwieniem obserwuję, że mój maluch ma już swój świat. Skończył się czas, gdy wszystko o nim wiedziałam. Już ma swoje sprawy, emocje, z którymi sam sobie musi poradzić, niedługo zawiąże pierwsze przyjaźnie… Nigdy już nie będzie tak samo. Z każdym dniem będzie stawał się coraz starszy i bardziej samodzielny. Ale wiecie co? Chyba mnie to cieszy.

Opublikowano macierzyństwo, przedszkolne życie, rodzicielstwo | Otagowano , , , , , | 3 komentarzy

Synchronizacja bliźniąt ułatwia życie

Od doświadczonych rodziców bliźniąt dostaliśmy kilka złotych rad, najwiecej dotyczących karmienia („Chyba nie będziesz karmić dwójki na żądanie?*”) i snu.

„Kiedy jedno śpi, a drugie nie, to trzeba obudzić to śpiące”.

Powiem szczerze – zbaraniałam. Jak to budzić śpiące niemowlę???

„Wtedy bedą spać razem, bo to nieśpiące w końcu zaśnie, a to śpiące będzie zmęczone, wiec też zasnie i po kilku(set) próbach bedą spać razem. Grunt to synchronizacja. Bardzo ułatwia życie”.

W sumie proste i logiczne, prawda?

Tyle że ja nie chciałabym, żeby mnie mąż budził, bo sam nie ma ochoty na sen. Nie chciałabym też, żeby mnie poszturchiwał wieczorem ze słowami „jeszcze nie zasypiaj, jeszcze nie zasypiaj, zaśniemy oboje za 43 minuty”.

Moje dzieci miały (nie)szczęście przyjść na świat w parze, ale nie uważam, że stanowią komplet. Są zupełnie inne, różnią się wyglądem, temperamentem i potrzebami. A ja jestem ich matką i staram się odpowiadać na te potrzeby tak, jakby każde z nich było szczęśliwym jedynakiem.

I owszem, nie ma nic piękniejszego od chwil, gdy oboje śpią (ok, gdy cała trojka śpi, to dopiero jest szał), ale gdy jedno budzi się po godzinie, to drugie śpi do woli nawet do 3 godzin. Gdy jedno płacze ze zmęczenia, jest usypiane, nawet kiedy drugie ma zwyżkę energii i ani myśli przymknąć oczy.  A ten czas, gdy jedno śpi, można wreszcie w 100% poświecić drugiemu.

Synchronizacja dzieci na pewno ułatwia rodzicom życie, ale moim zdaniem w rodzicielstwie chodzi o coś więcej niż o to, żeby było wygodnie i łatwo.

* karmiłam i karmię na żądanie już 8 miesięcy i jestem bardzo z tego dumna!

Opublikowano Blixniaki, karmienie piersią, macierzyństwo | Otagowano , , , , | 3 komentarzy

I po co się tak martwić?

Kiedy byłam w 2 albo 3 klasie podstawówki zdarzyło mi się przetrzymać książkę w bibliotece. Wierzcie mi, to był dla mnie ogromny stres. W bibliotece często siedziała groźna vicedyrektor, która zdrowo obsztorcowywała książkowych zbrodniarzy. Z oddaniem lektury nosiłam się dobrych kilka tygodni, mimo ze wiedziałam, ze tylko sie pogrążam. Myślałam o tej książce i czekającej mnie awanturze każdego dnia i marzyłam o tym, by być już dorosłą kobietą, której niestraszne takie dramaty.

Kiedy byłam nastolatką i początkującą dwudziestolatką połowę życia spędziłam na zastanawianiu się, czy nie przeoczę mężczyzny swojego życia, czy na pewno pewnego dnia stworzę dobry i pełen miłości związek itp, itd. Przepuściłam wiele niepowtarzalnych okazji do przeżycia czegoś ciekawego w obawie przed… sama nie wiem czym. Straciłam setki godzin na irracjonalny życiowy lęk.

Teraz w 30. roku życia jestem szczęśliwą żoną i matką i znowu się martwię. Tym razem lęki związane są z szeroko rozumianym życiem zawodowym. Czy, gdzie, kiedy, w jaki sposób…? Przeciez nie chciałabym być całe życie „siedzieć” w domu. Szacunek społeczny dla matek „siedzących” w domu też mi przeszkadza.

Jakaś część mnie jest pewna, że jak zwykle nie ma się czym martwić, że wcale nie będzie tak źle, że zawsze wychodzi na moje, alee… zawsze jest jakieś ale.

Ps. Książkę przyjęła wspomniana dyrektorka. Nie powiedziała ani słowa.

Opublikowano Bez kategorii, macierzyństwo | Otagowano , | 3 komentarzy

Gorsze chwile matki trojga

Kocham swoje dzieci, uwielbiam macierzyństwo. Ale nie zawsze jest różowo. Co to, to nie.

Najgorsze są wieczory. Jest to naturalny czas, żeby wypłakać wszystkie nagromadzone w ciagu dnia emocje i wtedy się zaczyna.

Biorę maluchy do karmienia, zapinam swoją magiczną bliźniaczą poduchę wielkości małej sofy, układam jedno dziecko, układam drugie. Czasami pięknie jedzą i nie ma problemów. Cześciej jednak po kilku chwilach synek zaczyna rozdzierajaco płakać. Trzeba go podnieść i pomóc w odbekiwaniu, córka natomiast w najlepsze ssie dalej. Zatem ja zgięta w chińskie s karmię jedno, odbekuję wydzielające sie drugie. Kiedy mąż dlugo nie przychodzi z odsieczą, wyobrażam sobie, że przypinam mu do jądra 5-kilogramowy ciężarek, a drugi 6-kilowy każe mu podrzucać na penisie. Niestety moja fantazja pomaga tylko mnie, synek nadal się wydziera.

Kiedy już mały z pomocą taty się uspokoi i wraca do jedzenia, przybiega Pierworodny „do mamusi” i albo skacze po łóżku, albo chce pić, albo mówi coś tak głośno, że dekoncentruje maluchy i najcześciej wracamy do punktu wyżej.

Czasami Pierworodny grzecznie siedzi u siebie, ale wtedy zawsze mogę liczyć na córkę, która nagle zaczyna płakać, na co natychmiast solidarnie reaguje Bruno, po czym ona wraca do jedzenia, a mama i Bruno do punktu wyżej.

W dzień też bywa fajnie. Np. dziś. Wracam z 1,5-godzinnego spaceru z wreszcie uśpionymi dziećmi. Spocona jak mysz, głodna jak pies, marzę o obiedzie i chwili spokoju. Zatrzymuje wózek pod domem, otwierają sie piękne oczy moich dzieci, a wraz z nimi piękne ryczące dzioby. Biorę wiec moją cudowną poduszkę i… mówiłam już coś o punkcie wyżej?

O Pierworodnym nawet nie będę wspominać. Dziś byłam żywym przeciwieństwem swoich własnych teorii i miałam ochotę go zakopać w ogródku, uprzednio poćwiartowanego. Na szczęście teraz jest u dziadków.

Opublikowano karmienie piersią, macierzyństwo | Otagowano , , , | 8 komentarzy

Dzień Matki

Wszystkie matki piszą o swoim święcie – napiszę i ja.

To już 3 raz, gdy 26 maja to także moj dzien.

W 2014 r. pierwszy raz zostawiłam moje niespełna 2-miesięczne maleństwo i pojechałam na kilka godzin do pracy. Nie spałam ze stresu pół nocy, a potem prawie płakałam w autobusie, ze zostawiłam synka, że babcia sobie nie poradzi, że nie będzie chciał pic z butelki, ze będzie chciał pic z butelki, ale odciagnelam za mało mleka, ze babcia będzie musiała podać mu mieszankę, że jestem złą matką, bo źle to zaplanowałam… Synek zjadł z butelki i przespał moją nieobecność, a babcia siedziała i się nudziła…

W 2015 r. moim oczom ukazaly się oczekiwane dwie kreski. Była radość, duma, spelnienie. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, ze te dwie kreski mamy potraktować dosłownie.

Dziś, w 2016 r., jestem bardzo szcześliwą mamą trójki przeuroczych maluchów. Codziennie rano witają mnie uśmiechnięte buzie moich bliźniątek, codziennie kilkadziesiąt razy słyszę od Pierworodnego „mamusiuuuu”, codziennie staram się być wystarczająco dobrą mamą i czasami nawet mi się to udaje.

Owszem, czasem łapię się na tym, że chciałabym być gdzies indziej, być kimś innym, żyć inaczej, a potem patrzę na moje Skarby i czuję, że jest właśnie tak jak miało być.

Ps. A mój mąż powiedział ostatnio, że jakby było czwarte, to by było. I to jedne z najpiękniejszych słów, jakie padły w naszym małzeństwie.

Opublikowano macierzyństwo | Otagowano , , , , | Skomentuj

Nie ma dzieci, są ludzie

Moja mama ostatnio usłyszała przykry tekst od swojego 6-letniego wnuka. Chlopiec zniszczyl jej łańcuszek, a zamiast przeprosić, rzekł: „Nie zbiedniejesz”. Wysłuchałam historii i zgodziłam się, ze było to niegrzeczne, a wręcz chamskie zachowanie. Po kilku dniach uświadomiłam sobie, ze Mały sam tego nie wymyślił, ze była to dokładna kalka dorosłych, moze nawet urażonej babci?

Kiedy byłam mała, moi rodzice czasami straszyli mnie oddaniem na jakiś czas do domu dziecka, skoro tak mi z nimi źle / nie słucham / jestem niegrzeczna.

Mojemu mężowi, gdy zbyt długo czegoś nie pojmował lub nie chciał pojąć zdarzało się słyszeć, że „rozmawia się z nim, jak z debilnym dzieckiem”.

Nie zrozumcie mnie źle. Oboje mieliśmy wspaniały, ciepły dom i troskliwych rodziców, po prostu czasem niemiłosiernie ich wpienialiśmy.

A co by było, gdyby odwrocić role?

Gdyby powiedzieć starszym rodzicom, ze gdy bedą niedomagać, odda się ich do domu starców?

Gdyby irytującymu tacie powiedzieć, ze rozmawia się z nim, jak z debilnym starcem?

„Nie ma dzieci, są ludzie”, a każdemu człowiekowi należy się szacunek. Zwłaszcza w rodzinie. Staram się o tym pamietać, gdy mój dwulatek doprowadza mnie do szału, chociaż muszę przyznać, że to trudna sprawa…

Opublikowano macierzyństwo | Otagowano , , , , | Skomentuj

Bliźniaki?! Ale przerąbane!

W moim otoczeniu właściwie nie było bliźniąt. Pamiętam, ze gdy starsza siostra koleżanki zaszła w bliźniaczą ciążę, a miała już dwóch synów, okropnie jej współczułam. Gdy sama nosiłam już pod sercem Pierworodnego, w mnogą ciazę zaszła dobra znajoma. „Ale przerąbane” – myślałam (a właściwie myślałam dużo gorzej, ale nie przeklinam, gdy piszę). Jak bardzo „cieszyłam się” na własne bliźnięta, pisałam na początku tego bloga…

A dziś? Właśnie wróciłam ze spaceru z moimi Skarbami. Jak co dzień zebralismy masę uśmiechów, zwłaszcza od matek, które prowadziły pojedyncze wózki. Wiem, ze spora część z nich myślała, jak kiedyś ja: „Ale przerąbane!”, ale wiecie co? Nieprawda. Toż to szczęście jest niewysłowione.

Opublikowano macierzyństwo | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Wszystkiego, czego chcesz, o czym tylko marzysz…

I tak oto skończyłam 29 lat. Znajomi życzliwie żartują, że to poważna sprawa, bo za rok „zmiana kodu”, bo zostało mi już tylko 365 dni na to, żeby odhaczyć kilka rzeczy i zdążyć przed 30.

A mnie wcale żadna trójka nie przeraża. Ani ta związana z wiekiem, ani ta, którą mam w domu. Nie czuję też, ze powinnam jeszcze z czymś zdążyć, bo wiem, że w tym roku realizacja pewnych marzeń nie będzie możliwa. Co prawda ludzie podróżują po całym świecie z maluchami, ale ja jakoś tego nie widzę. Za dużo nas, za bardzo bym sie stresowała.

Zresztą mądra rozmowa z mądrą przyjaciółką uświadomiła mi, że chwilowo powinnam sobie odpuścić. I chociaż nie jest to latwe, mam w sobie mocne postanowienie poprawy ; )

Moje maleństwa obdarowały mnie pięknymi uśmiechami, a mąż komplementem: „Dla mnie zawsze będziesz miała 23 lata”. Do tego wsunęłam ogromny kawał przepysznej bezy i zalałam to winem 0%. Może niezbyt to wszystko spektakularne, ale właściwie… w sam raz ;)

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | Skomentuj

2. urodziny Pierworodnego

Dwa lata temu o tej porze byliśmy w drodze na porodówkę. Zwlekałam do ostatniej chwili, bo bardzo się bałam, ze nas odeślą ze szpitala. Nie odesłali… chociaż 4 godziny spędziłam, chodząc z bólu po ścianach, na Izbie Przyjęć.

O 3.25 (dokładnie pamiętam ułożenie wskazówek zegarowych) w Prima Aprillis usłyszałam pierwsze marudzenie naszego syna. Ból zniknął jak ręką odjął. Nie mogłam się nadziwić… ta ciepła, mała istota, leżąca na mojej piersi, to naprawdę moje dziecko. Oto ja stworzyłam świat. Tak po prostu…

Dziś Pierworodny to czarujący i uśmiechnięty dwulatek. Drobny blondynek o łobuzerskim spojrzeniu. Ma 16 zębów i jeden pieprzyk. Bardzo dużo mówi, od jakiegoś czasu składa juz zdania, a od kilku dni nuci sobie piosenki. Je praktycznie wszystkie owoce i warzywa i ogólnie jest przy apetycie. Ma swoje zdanie i od kilku tygodni bardzo konkretnie je wyraża (ku mojej irytacji). Śpi w swoim pokoju i od pierwszej nocy pokochał swoje podłogowe łóżko (czyt. materac na podłodze). Okazuje czułość swojemu rodzeństwu, ale bardzo pilnuje, aby maluchy nie przekroczyły granic (Braciszek nie może leżeć na jego materacu). Uwielbia spacery, samochodziki i klocki. Przy wszystkim asystuje – gotuje, piecze, remontuje, prowadzi samochód, prasuje, robi zakupy (jesli jest na sali moja przyszła synowa – nie musi dziękować .:P). Jest przeuroczy i mało ktora kobieta przechodzi obojętnie wobec jego uśmiechu ;)

A w przerwach od swojej wspaniałości doprowadza nas codziennie do furii, tak jak tylko dwulatki to potrafią ;)

Mężu, gratuluję nam wspaniałego Pierworodnego.
Synku, wszystkiego najlepszego ;)

Opublikowano macierzyństwo | 1 komentarz

Battery low, czyli matka jest zmęczona

Ogólnie jest naprawde nieźle, ale dzisiaj mam juz wszystkiego dość.

W naszym domu wciąż bałagan, setka nieskończonych rzeczy, dziesiątki nierozpakowanych pudel. Dzieci płaczące w stereo. Pierworodny w stanie permanentnej histerii. Dziadek, który im bardziej się stara pomoc przy bliźniętach, tym bardziej działa mi na nerwy (ze starszym akurat radzi sobie rewelacyjnie).

Tylko zaangażowani rodzice wiedzą, ile człowieka kosztuje spokojny ton i tysięczne tłumaczenie: „Synku, nie stawaj na krześle, bo się przewrócisz i będziesz plakal”, „Kochanie, chodź zmienimy pieluszkę, bo będzie cie bolała pupa” itp. itd, kiedy tak naprawdę masz ochotę rzucić soczystego bluzga i potrząsnąć swoim ukochanym, acz irytującym dzieckiem. A do tego dodajcie sobie dwa ryczące ryjki w tle. Dobre rodzicielstwo (nie lubię hasła”rodzicielstwo bliskości”) wymaga ode mnie naprawdę wiele.

Paradoksalnie przez to, ze mam pomoc mamy, nie mogę jej powiedziec „wyjdę i wrócę za 2h”, bo ona tak bardzo dużo robi, ze sama potrzebuje odpoczynku.

Naprawde nie jest źle. Jest lepiej niż zakładałam, ale dzisiaj wyładowały mi się baterie i chciałabym się odciąć od moich dzieci i po prostu odpocząć. Zamiast tego właśnie karmię moją wykąpaną, pachnącą dwójeczkę… Dzięki Bogu, Pierworodnym zajmuje się dziadek.

A co u Was?

Opublikowano macierzyństwo | Otagowano , , , , | 6 komentarzy